Luksusowa rezydencja na vineyard: historia o pasji i latach oczekiwania

Wyobraźcie sobie dom, w którym każdy detal – od podłogi po oświetlenie – jest efektem wieloletniego planowania i nieustannej dbałości o szczegóły. Rezydencja na Martha’s Vineyard, której budowa pochłonęła lata, stała się świadectwem niezwykłej wizji małżeńskiej pary i ich współpracy z wybitnymi projektantami. To opowieść o tym, jak pasja i cierpliwość mogą przekształcić puste pole w wymarzone miejsce.

Stawa na głowie dla idealnego pieca

Jesse Carrier i Mara Miller, założyciele renomowanej pracowni Carrier and Company, rozpoczęli pracę nad projektem jeszcze zanim na działce stanął choćby fundament. Ich priorytetem było zamówienie pieca L’Atelier Paris – wyjątkowego, szytego na miarę urządzenia, którego realizacja może trwać latami. Jak się okazało, decyzja ta zdefiniowała całą inwestycję. „Zostało to swego rodzaju żartem dla nas wszystkich,” przyznaje Carrier. „Bóg stwórcy, że zamówiliśmy ten piec!” Piecem zdominowany został projekt kuchni, a jego dostawa, opóźniona przez pandemię, stała się symbolem wyzwań, z jakimi musieli zmierzyć się projektanci i właściciele.

Rodzinna saga i inspiracje z przeszłości

Rodzinna saga i inspiracje z przeszłości

Małżeństwo, pochodzące z Nowego Jorku, zakupiło działkę w 2017 roku, marząc o domu na wyspie. Mąż, architekt z wykształcenia, spędzał godziny na spacerach po terenie, doskonale go poznając i wyobrażając sobie przyszłą rezydencję. “Znał tę nieruchomość jak własną kieszeń,” podkreśla Miller. Ich wizją było połączenie starego z nowym – domu przypominającego dawną, drewnianą stodołę, połączoną z nowoczesnym skrzydłem. Ta koncepcja stała się fundamentem całej aranżacji.

Perfekcyjna harmonia z otoczeniem

Perfekcyjna harmonia z otoczeniem

Aby zrealizować tę ambicję, do projektu zaangażowano architektów z Greenwater Architects oraz krajobrazowców z Reed Hilderbrand. Ich zadaniem było tak zaprojektowanie domu, aby w pełni wykorzystać walory widokowe – rozległą łąkę, staw i ocean. Współpraca wszystkich uczestników procesu, od początku traktowana jako równorzędne partnerstwo, pozwoliła na stworzenie spójnej całości, w której wnętrza współgrają z otaczającą przyrodą. “Chcieliśmy, aby krajobraz i materiały budowlane były integralną częścią wnętrz,” wyjaśnia Miller.

Subtelne różnice, wspólny styl

Subtelne różnice, wspólny styl

Projektanci Carrier and Company zadbali o to, by poszczególne części domu odzwierciedlały wybraną narrację. Stosowano różne rodzaje podłóg, subtelne różnice w wykończeniu szafek, ścian, płytek i okuć. Architekt, James Moffat, podkreśla, że decyzje dotyczące materiałów były podejmowane z dużą precyzją: „Odpowiadano na pytanie, jaki plaster użyć w danym miejscu, i odpowiedź brzmiała: ‘ten z zabarwieniem, bo to stara część domu, a w innych strefach użyjemy gładkiego plastra.’”

Nietypowa strefa relaksu

Kulminacyjnym punktem projektu, wzbudzającym zdziwienie u większości członków zespołu, stała się koncepcja podziemnego salonu jadalnego. Właściciele chcieli stworzyć przestrzeń przypominającą piwnicę w alpejskim domu, oświetloną jedynie świecami. Mason obłożył ściany kamieniem, a projektanci odnaleźli antyczny refektarz, idealnie wpisujący się w charakter wnętrza. „To jest trochę jak w Las Vegas, ale w dobrym tego słowa znaczeniu,” mówi Carrier. „Po prostu się gubi czas. Wieczory mogą trwać w nieskończoność, i to chyba był zamysł.”